niedziela, 14 września 2014

Rozdział 6

,,Australia?"


Kiedy zasypiałam wieczorem przypomniała mi się poranna pobudka. Mimowolnie uśmiechnęłam się sama do siebie. Miałam jednak wrażenie że o czym zapomniałam coś co było niezmiernie ważne... Moje myśli jednak długo nie błądziły po otchłani umysłu gdyż szybko zasnęłam śniąc o niczym....

Rano obudziłam się wypoczęta i gotowa do czekającej mnie podróży. Szybko  wstałam czując jak powoli ogarnia mnie podniecenie i nie cierpliwość godna małego dziecka przed wakacjami. ubrałam się w żółtą sukienkę sięgającą mi do kolan. Do tego śliczne obcasy. Delikatny makijaż powodował iż wyglądał dziewczęco i słodko(Strój).
Dopiero gdy byłam gotowa spostrzegłam iż jest dopiero 8.14 a z Diabłem umówiona byłam na 9.30. Postanowiłam odwdzięczyć się za wczorajszą ,,miłą" pobudkę. Cicho wślizgnęłam się do pokoju Blejsa który jeszcze spał rozwalony na łóżku. Szybko przebiegłam wzrokiem po liście zemst które mogę zrobić. W końcu stwierdziłam iż najodpowiedniejsze będzie zaklęcie ,,Capric" które powoduje to iż osoba na którą je rzucono powoduje usłyszenie bardzo głośnej muzyki(na fulla) heavy metalu.
-Caprio-Powiedział wykonując rekom półkolisty ruch.
Chłopak natychmiast się poderwał i krzyknął:
-Co do...-Nie zdążył dokończyć gdyż szybko zdjęłam zaklęcie i uśmiechnęłam się niewinnie.-Ty!!
-Co ja?-Spytałam z rozbrajającym uśmiechem 
-Ty już dobrze wiesz co-Warknął
Zaczęłam się wycofywać w kierunku drzwi
-To ja może cię zostawię jeszcze musisz się ubrać...-Po tych słowach zatrzasnęłam drzwi i wybuchnęłam głośnym śmiechem. Widok jego miny był bezcenny...

------GODZINĘ PÓŹNIEJ------
-Dobra dobra...-tylko na takie potakiwanie stać było mnie podczas nudnego wykładu mamy
W końcu moje katusze zostały przerwane przez kogo by innego niż samego Diabła(Jak ja uwielbiam to przezwisko-dop. autorki)
-Mamo!! Czy my mamy 5 lat?!-Przerwał brutalnie rodzicielce w połowie zdania, na co ja od razu oprzytomniałam
-No właśnie! Przepisy bezpieczeństawa?!-Parsknęłam z pogardą-Kto wymyśla takie bzdety?!
Mama patrzyła na nas skonsternowana w środku toczyła walkę kłócić się czy dać im spokój? Po chwili machnęła ręką i stwierdziła że i tak nie przegada tych Diabłów rodzonych.
-Bierzcie już ten klucz i spadówa-Powiedziała na odchodnym
Odetchnęłam z ulgą gdyż spodziewałam się awantury. Chłopak szybko porwał mały złoty kluczyk ze czarnego stolika który stał obok nas(Przypominam iż kluczyk od rezydencji w Australii był srebrny ;) )

--Mała dopiska te klucze zaczarowano tak jak świstoliki przenoszą osoby które ich dotykają do domu który otwierają wystarczy wypowiedzieć słowo ,,Kernryt"--
-
-Paa mamo -Krzyknął Diabeł i otworzył drzwi przez które jak na faceta przystało przepuścił mnie.
-Blaise czy to na pewno ten kluczyk?-Spytałam przygryzają wargę
-Taaa na bank-Powiedział pewnym tonem
-Ale...
-Nie Mionka to TEN KLUCZYK
-No al...
-Uhhh chwytaj go i nie marudź-Warknął zniecierpliwiony
Szybko złapałam końcówkę kluczyka a wtedy Diabeł wy powiedział szeptem ,,Kernryt". Poczułam szarpnięcie w okolicach pępka i po chwili znalazłam się

-ZABINI!!!GDZIE MY DO CHOLERY JESTEŚMY?!BO TO RACZEJ NIE JEST AUSTRALIA!!!!


Tak o to i mamy rozdział 6 :) A i zapraszam do nowej strony która pojawi się za niedługo i będzie ściśle związana z tamdaradamda .............herosami tak HP Połącze z serią o półbogach co z tego wyjdzie nwm ale mam pare pomysłów ;)

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 5

,,"

,,Szłam ciemnym korytarzem z strachem spoglądając to w prawo to w lewo. Przerażenie ścisnęło mój żołądek w ciasny supeł nie wiedziałam co się dzieje nagle za progu wyskoczył mały rozkoszny chłopczyk. Był cały zapłakany...
-Ćsiii co się dzieje mały?-Spytałam spokojnym głosem aby go uspokoić choć sama byłam nie mniej przerażona
Jednak on wybuchł głośnym płaczem.
-Ej spokojnie...-Wtedy to dostrzegłam jego krwawiącą rękę. Szybko zmniejszyłam odległość między nami jednak on zamiast dać oglądnąć mi ranę zaczął uciekać myśląc iż chciałabym go skrzywdzić.
Podążyłam za nim raz w prawo raz w lewo poprzez co raz bardziej obskurne korytarze. W końcu otworzył z trudem wielkie dębowe drzwi i znaleźliśmy się w lochu. Zamarłam przerażona jednak mały dalej parł na przód. Zewsząd dochodziły mnie jęki skazańców na ścianie po prawej dostrzegłam zaschłą już krew. Poczułam odór rozkładających się ciał mimowolnie żółć wezbrała się w moim gardle, postanowiłam jednak ignorować uczucia które mną targały i zamiast tego dalej podążać za chłopczykiem 
-Zaczekaj!-Krzyknęłam głosem nie głośniejszym niż szept.
Jednak dziecko usłyszało to i obróciło się w moją stronę. Widziałam w jego spojrzeniu tyle bólu i strachu że aż przeszył mnie zimny dreszcz. Stałam w miejscu niczym sparaliżowana mimo tego że chłopak już zdążył skręcić w boczny korytarz. Z szoku otrząsnęłam się dopiero gdy usłyszałam pełen kpiny głos..."
Ze snu wyrwała lodowata woda która została wylana na moją twarz. Szybko zerwałam się do pozycji siedzącej. Nie świadomie sięgnęłam na półkę gdzie była moja różdżka. Jednak moje poczynania przerwał głośny śmiech osoby stojącej nade mną którą poprzez amok który został wywołany nagłym wyrwaniem ze snu nie zauważyłam. Był nim sam Diabeł...
-I co jak się spało Mionka?-Spytał uśmiechając się w sposób którego sam Szatan mógł mu po zazdrościć.
-Mionka?-Spytałam zdezoriętowana
-No bo wiesz Hermiona to takie dłuuugie imię...
-Hahahaha no wiesz Diabełku? Wybaczę ci to...
-Wiesz co czy ty aby na pewno nie jesteś Ślizgonką?-Spytał z tak poważnym wyrazem twarzy że mimowolnie się roześmiałam.
-A teraz wypad z mojego pokoju!!-Wykrzyczałam ciągnąc go w kierunku drzwi przy czym ciągle byłam rozbawiona sytuacją sprzed sekundy.
-Ej noo!-Blaise przybrał wyraz naburmuszonego dziecka jednak posłusznie dał wyprowadzić się na korytarz.
Kiedy tylko zniknął za drzwiami udałam się do garderoby wybierając(Strój sportowy) gdyż nie wiedziałam co mnie dzisiaj czeka. Szybko udałam się pod prysznic i już po 10 minutach byłam gotowa jeszcze lekki makijaż i efekt powalający...
Powoli zeszłam na dół gdzie by śniadaniu siedział Diabeł i mama. Uśmiechnęłam się do nich promiennie co oni odwzajemnili..
-Hermiono kiedy powiesz przyjaciołom o...zaistniałej sytuacji?-Spytała matka
Nagle pobladłam wyobrażając sobie ich reakcje. Kobieta widząc moją reakcje szybko dopowiedziała:
-Może najpierw sama poukładasz sobie w głowie wszystkie te wydarzenia a dopiero jak będziesz gotowa powiesz im?
Pokiwałam głową jest to rozsądne teraz sama nie wiem co o tym sądzić wszystkim...Za dużo tego...
W głowie Bleisa powstał w tym czasie iście diabelski plan.
-Mamo?-Spytał przymilnie na pierwszy rzut oka widać było iż czegoś chce
-Co tym razem?
-No bo wiesz nic nie robi tak dobrze na samopoczucie jak wyjazd na morze...-Cały swój wywód powiedział tak marzycielskim tonem jak Luna-My byśmy się lepiej poznali a dodatkowo opalili...Można by też zaprosić Węża i Allys. To na pewno dobrze wszystkim zrobi!!
Ja popatrzyłam się na niego jak na idiotę o kim on do cholery mówi?! Jakie morze?! Matka popatrzyła na syna uwarzenie mimo iż chciał po prostu wyjechać do Australii ale mimo to wpadł na...genialny pomysł..Z całą pewnością próba przyjaźni między Willem i Allys a Hermioną była pod znakiem zapytania głównie dlatego iż noszą oni nazwisko...Lestrange. Tak ich matką była słynna śmierciożerczyni Bellatrix która torturowała wielu mugolaków w tym dotychczasową pannę Granger.(Na moim blogu wycięta przez Bellatrix napis ,,szlama" na ręce dziewczyny znikła po jej śmierci)
-Dobrze...-Od powiedziała mama
-Co?!
-Dzięki mamuś!-Wykrzyknął Diabeł szczerząc się do mnie
-Ale jak...?-Spytałam
-No po prostu siostrzyczko jedziemy do Australii!
Mama podczas naszej wymiany zdań poszła do gabinetu i wyciągnęła srebrny kluczyk do letniego domu. Rzuciła go w stronę Bleisa a on zręcznie go złapał.
-To kiedy jedziecie?
-Może tak jutro?-Spytał chłopak
-Hmmm no dobrze.
-Ejejej czy ja tu nie mam nic do powiedzenia?!-Wzburzyłam się
-Jak to to ty nie wiesz?-Spytał Diabeł z lekkim uśmiechem
-No ale czego??-Byłam zdezorientowana.
-Ze mną się nie dyskutuje-Na twarz Bleisa powrócił szatański uśmieszek
Na te słowa tylko prychnęłam głośno. W końcu wyjazd nad morze to nie tortury...
-No już już...-mruknęłam pod nosem
Diabeł uśmiechnął się triumfalnie.
-Śniadanka?
...
Reszta dnia minęła mi na pakowaniu ubrań i rozmowach z rodzicami oraz bratem.


Mała notka ale zaraz kolejna : D Acha Hermiona zapomniał wszystkiego co jej się śniło :) Z dedykacją dla ukochanego komputerka Martyny który wcale się nie zacina!!! Mam nadzieję że zrozumiesz Marti....

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 4

,,Rodzina"

-Mamo?-Spytałam łamiącym głosem
Kobieta podbiegła i mocno mnie przytuliła. Teraz zamiast łez na mojej twarzy wypłynął szczery ani odrobinę nie wymuszony uśmiech...
-,,Mam rodzinę!"-pomyślałam
Wtedy rozległ się jęk otwieranych drzwi, wyszedł za nich dobrze zbudowany wysoki mężczyzna. Staną ja wryty zobaczywszy mnie z wrażenia upuścił teczkę którą trzymał i powiedział:
-To...to ona?
Mama wypuściła mnie z objęć z pokiwała głową.
-Nareszcie...-Po tych słowach z jego twarzy odpłynęło wszelkie napięcie zastąpione uśmiechem powoli podszedł do mnie i przytulił-Tak się cieszę że wróciłaś...
-Hmmm ja też tu jestem...-Rozpoczął Blaise z szelmowskim uśmiechem
Dwójka dorosłych roześmiała się ja też po chwili dołonczyłam do nich.
-No co przecież nie można o mnie zapomnieć ja też chce przytulaska...-Stwierdził z miną obrażonego dziecka wydymając policzki co dawało komiczny efekt.
-Bleise pokaż Hermionie jej pokój oczywiście o ile zechce zostać-Tu spojrzał na mnie wyczekująco.
-A mam inny wybór?-Oznajmiłam z uśmiechem
-Nie-Blaise przybrał poważny wyraz twarzy-Jeśli się nie zgodzisz to...
-To co mi zrobisz?-Zakpiłam
-To...
-No wyduś to!
-To zawołam Smoka!
-Co?Jakiego smoka?-Spytałam z konsternacją
-No Malfoya...
-NIE!!!!-Krzyknęłam-Tylko nie on!!!
Jakie to dziwne jeszcze dzień wcześniej każdego kto twierdzi że byłabym w takiej sytuacji jak jestem i do tego rozmawiała NORMALNIE nie kłócąc się z ślizgonem wysłałabym tego kogoś do Świętego Munga na dział psychiatryczny... Jak to wszystko się zmienia....
-No zostanę tylko żadnego Malfoya!
-Okej-Po tych słowach podbiegł do mnie i wziął mnie na plecy.
-Na Godryka Puszczaj!!!!!!
-Hmm zastanówmy się...Nie
-Puszczaj ty...ty idioto!
Jednak moje protesty nic nie dały, Blaise wypuścił mnie dopiero przed Białymi drzwiami
-To twój pokój-Oznajmił weszliśmy do pięknej niebieskiej sypialnia jeszcze piękniejszej niż ta w której się obudziłam

-Tak jest garderoba a tam łazienka...-Mówił pokazując palcem dwoje drzwi-Hermiona...
-Tak?-Zwróciłam się w jego stronę
-Byłem palantem-Wypalił-Przepraszam możemy zacząć wszystko od nowa?
Chłopak patrzył się na mnie tak proszącym wzrokiem że nie sposób było odmówić. Cóż więc mogłam zrobić pokiwałam głową i uśmiechnęłam się lekko.
-Jestem Hermiona Gra...Zabini dla przyjaciół Miona oraz twoja...siostra
Blaise uśmiechnął się szeroko w iście szatański sposób
-Nazywam się Blaise Zabini dla przyjaciół Diabeł i chyba dzisiaj zostałem starszym bratem twojej osoby.To ja może zostawię cię samą no bo wiesz jest późno no i wiesz chyba musisz to wszystko przemyśleć...
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Chłopak wyszedł z mojego pokoju a ja opadłam bezsilnie na łóżko.
-Co za dzień...-wyszeptałam sama do siebie
,,O matko ale ja tu nie mam żadnych rzeczy wszystko zostało w domu!" Pomyślałam zrozpaczona-,,Chyba że...Nie to niemożliwe a może..."
Podeszłam do drzwi gdzie powinna znajdować się garderoba uchyliłam je oczekując pustych wieszaków jednak ku mojemu zaskoczeniu była pełna ubrań!

Powoli przejechałam palcem po ubraniach od sukien balowych po zwykłe bluzy a wszystkie prześliczne. Po chwili zobaczyłam półkę w której były piżamy szybko wzięłam jeden zestaw i udałam się do łazienki. Ale kiedy weszłam do niej zaparło mi dech w piersiach.

Czy to wszystko jest naprawdę moje??

-,,Muszę się chyba przywzyczajić  skoro moimi rodzicami są...arystokraci"-Dopiero teraz dotarł do mnie sens tych słów. Koniec z szlamami i drwinami! Ale czy osoby najważniejsze w moim życiu zrozumieją ten jakże prosty a także trudny fakt. Harry, Ron, Ginny...Czy oni to zrozumieją? Mam nadzieję...


Z Dedykacą dla Martyny która zamiast słuchać mnie to gra na mojej komórce :P

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 3

,,Wróg?"

Obudziłam się w pięknej dużej sypialni w kolorze lawendy.
(Nie chce mi się opisywać to macie fotkę)
Byłam nią zachwycona gustownie urządzona dokładnie w moim stylu! Już po chwili przypomniałam sobie dlaczego się tu znalazłam, moje usta wykrzywiły się gdyż przypomniałam sobie ból podczas powracających wspomnień. Powoli wystawiłam nogi poza łóżko wyślizgując się spod kołdry. Moja koszulka była lekko ciasnawa i krótka ale nie zwróciłam na to zbytniej uwagi. Ostrożnie wstałam obawiając się kolejnego omdlenia ale nic takiego nie nastąpiło więc rozpoczęłam wędrówkę w kierunku drzwi kiedy zauważyłam lustro po prawej. Postanowiłam się trochę ogarnąć gdyż zawsze po śnie wyglądałam okropnie. Jednak to co tam zobaczyłam było...Trudno to ubrać w słowa niesamowite? Straszne? Nieprawdopodobne? W lustrze byłam JA ale nie JA! Moje włosy ściemniały gubiąc gdzieś kasztanowy odcień zastąpiony ciemnym pięknym brązem. Moje ciało urosło i nabrało ciała mimo iż przedtem byłam atrakcyjna teraz czułam się niczym modelka. Rysy trochę wyostrzyły moją twarz nadając jej arystokratyczny wyraz ale w żadnym razie nie nieczuły czy perfidny po prostu szlachetny. Jednak największa zmiana zaszła w oczach kiedyś w kolorze mlecznej czekolady teraz złote niczym znicz w Quiddiczu.
,,Czy to ma być jakiś żart?!"-pomyślałam z przerażeniem przecież ja tak nie wyglądam! No przyznaje dziewczyna w lustrze wygląda jak bogini którą ja NIE JESTEM!.
Powoli podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę czułam jak mechanizm ustępuje więc odetchnęłam z ulgą gdzieś w moim umyśle całkowicie bezmyślnie zrodziła się myśl że mogli mnie tu zamknąć. Wyszłam do eleganckiego przed siąka słysząc szmer rozmów. Skierowałam moje kroki w tamtym kierunku i kiedy weszłam do kuchni:

Usłyszałam Kawałki rozmowy:
-Mamo...ale to szla...
-Blaise to ona...
-Ni...to nie możliwe.
Nigdy nie lubiłam podsłuchiwać i to nie był wyjątek postanowiłam się ujawnić. Weszłam do kuchni a kiedy Zabini mnie zobaczył upuścił kubek z kawą którą dopiero co nalał i powiedział:
-Kurwa...
-Hmm można wiedzieć co się stało i dlaczego tak wyglądam?-Powiedziałam przybierając maskę obojętności
Kobieta spojrzała na mnie z dziwną iskierką w oczach.
-Mamo powiedz że to jakiś żart?-powiedział chłopak wlepiając we mnie wzrok
-Chyba...Chyba to naprawdę ona.-Wyjąkała
Zabini ruszył się gwałtownie i wyciągnął z barku Ognistą Wesky i nalał sobie do szklani i połknął w całości krzywiąc się nieznacznie.
-Możecie mi to wszystko wytłumaczyć?!-Wykrzyczałam bliska wybuchu
-Posłuchaj Granger dla nikogo nie jest to łatwe więc lepiej się zamknij a najlepiej na pij bo na trzeźwo tego nie przyjmiesz-Powiedział Ślizgon kiwając szklanką.
Pokiwałam lekko głową i usiadłam obok niego nalewając przy okazji napoju do szklanki. Kobieta usiadła przed nami.
-Dzieci żadne z was nie zna Historii która wydarzyła się przed laty a dokładniej 16. Wtedy to krążyła legenda że narodzi się dziecię z oczami złotymi jak znicz które postawi i wygra z Czarnym Panem i właśnie w naszej rodzinie urodziły się bliźniaki chłopiec z oczami niczym czekolada-Tu spojrzała na Bleisa i jej twarz pojaśniała- i...i dziewczynka z złotymi oczami... Żyliśmy szczęśliwie przez pierwszy rok później zaczęli nas gnębić śmierciożercy i musieliśmy aby chronić ciebie wstąpić do nich. Ale Voldemotr popadł w szaleństwo kazał kazał cię zabić ale nikt nie wiedział jak i miałam mieliśmy nadzieję że żyjesz i że im się nie udało...-Tu jej głos się załamał- Ale jesteś...
-Ale jeśli to nie ona tylko jakaś podróba która próbuje się wkupić do rodziny?!-wykrzyknął chłopak
-Blaise!! Uspokój się!- Krzyknęła jego matka-Chcesz dowodu może wygląd to nie wszystko ale to już tak!- I wymówiła a raczej wymamrotała zaklęcie sprawdzające więzy rodzinne o którym to słyszałam tylko raz i to w dziale magii zakazanej. Również Blaise wytrzeszczył oczy. Kobieta przejechała po ręce różdżką tworząc ciętą ranę. Po chwili ja i chłopak cicho krzyknęliśmy gdy na naszym ręku również zaczęło tworzyć się przecięcie. Zabini widząc to...przytulił mnie.
-Przepraszam przepraszam- Wyszeptał do moich włosów
-Tego wszystkiego jest za dużo!!-krzyknęłam ale wtedy kiedy tylko to powiedziałam wszystko było na swoim miejscu Ascelia Zabini jest moją matką Blaise bratem ojcem jest Alexsander Zabini i to jest moja rodzina a Grangerowie oni...oni udawali a naprawdę byli wysłannikami Voldemorta. Opadłam na krzesło na którym jeszcze chwilę temu siedziałam. Z moich oczu pociekły łzy.
-Mamo?-spytałam łamiącym głosem

No tyle w tym rozdziale :P

Rozdział 2

,,Myśloodsiewnia"

Moje usta mimowolnie się rozchyliły. Jak ta kobieta śmiała poruszać taki temat!! Robi sobie ze mnie żarty mój rodzice nazywają się Rose Granger i Mark Granger A nie Zabini ten temat wcale ale to wcale mnie nie bawi. Przecież ja nawet tej kobiet nie znam a co dopiero żeby była moją matką. I wspomniała o tym teraz gdy już pogodziłam się z tym że już nigdy nie zobaczę rodziców gdyż zaklęcie zapomnienia które na nich rzuciłam jest zbyt silne aby je zdjąć Na wspomnienie wspólnych chwil pod moimi powiekami wezbrały się łzy.
  -Czy może pani wyjść zamiast kłamać mi w żywe oczy?-Zapytałam drżącym głosem Kobieta pobladła i powtórzyła za mną bezgłośnie te słowa ,,Kłamać"
-Proszę wysłuchaj mnie mi też jest ciężko stare rany w moim sercu zostały na nowo rozdrapane i choć jest szansa że to nie ty jesteś moją córką to chcę spróbować gdyż odebrano mi ją kiedy miała 2 latka I nigdy ale to nigdy nie zapomniałam jej twarzyczki która choć wtedy mała tak przypomina mi twoją...
Słowa nieznajomej głęboko mnie poruszyły gołym okiem widać iż z całej siły powstrzymuje się od płaczu. Postanowiłam dać jej szanse choć wiedziałam że to nie ja jestem jej dzieckiem
-Dobrze jak chcesz to sprawdzić?- Spytałam szeptem.
Kobieta na te słowa podniosła na mnie swoje szkliste oczy i wyciągnęła rękę. Ja ostrożnie chwyciłam ją i poczułam szarpnięcie w okolicach pępka. Już po chwili znajdowałam się przytulnej bibliotece mieściła się ona w dość dużym pomieszczeniu byłam nią zachwycona

-Wow –wyszeptałam mimowolnie
-To moje ulubione pomieszczenie-Powiedziała kobieta uśmiechając się pod nosem
Powoli przejechałam palcami po okładkach starych ksiąg.
-,,To miejsce jest idealne” -Pomyślałam z niekłamanym zachwytem
-Możesz tutaj podejść?- spytała kobieta wyrywając mnie z zadumy
Dopiero teraz zorientowałam się iż nieznajoma otworzyła tajemne drzwiczki do malutkiej wnęki z… Tak to myśloodsiewnia!!
-Skąd… -zaczęłam pytać ale szybko mi przerwano
-Każdy czarodziej ma w domu taką- od powiedziała z uśmiechem- Hmmm wejdziemy do moich wspomnień dobrze?
Zaciekawiło mnie strasznie co chce mi pokazać, nadal wierzyłam w to że nie jest jej dzieckiem. Ba ja to wiedziałam ale nie chciałam rozwiewać jej kruchych marzeń kiedy już skończy sama zobaczy że nie jestem żadną Zabini! Kobieta wyciągnęła różdżkę i docisnęła ją do głowy już po chwili powoli odjęła ją i z cienką srebrną nitką doczepioną do końca skierowała ją w kierunku misy. Korzystałam już z myśloodsiewni więc wiedziałam iż trzeba po włożeniu wspomnienia za nużyć głowę. Ręką przytrzeynałam włosy, i gestem zachęciłam kobietę aby pierwsza weszła. Kiedy już Zabini była we wspomnieniu ja powoli zbliżyłam się do tafli. Moja twarz spotkała się z zimnem wody mimowolnie zadrżałam jednak nadal parłam na przód Po chwili czułam wsysanie i nagle znalazłam się w pokoju dziecięcym był on urządzony kolorowo ale mimo tej pstrokacizny barw gustownie i prosto. Od razu chwycił moje serce. Dopiero kiedy poczułam delikatną dłoń na plecach przypomniałam sobie dlaczego się tu znalazłam. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam młodą kobietę w której rozpoznałam osobę obok mnie  pochylała się nad dwoma dziecięcymi łóżeczkami oba były białe jednak ich ramy Niebieska i Zielona pozwalały je rozróżnić. Powoli podeszłam w kierunku najbliżeszgo z nich spał w nim słodki chłopiec w wieku około 2 lat miał brązowe włosy i wąskie usta.
-,,Ja go skądś znam!!"-nie wiem skąd wzięło się to przekonanie 
Ale skąd? Te czarne włosy jak smoła i te rysy twarzy...
,,O MATKO TO BLISE ZABINI ŚLIZGON!!!!!!!"
W co ja się wpakowałam przecież ja nawet do niego nie jestem podobna co ta kobieta sobie myśli?! Jak by mnie zobaczył w tym domu to po mnie!! Zaczęłam panikować strumień strachu wywoływał dreszcze na moich plecach. Zaczęłam się wycofywać. Kobieta o której istnieniu zapomniałam gdyż stała w cieniu chwyciła mnie delikatnie za łokieć i lekko pociągnęła w stronę drugiego łóżeczka. Pełna sprzeczności zbliżyłam się do śpiącego dziecka lecz kiedy tylko podeszłam do młodszej wersi pani Zabini i zobaczyłam małą dziewczynke wtuloną w... czerwony kocyk z małymi literami. Taki sam jaki miałam w dzieciństwie z którego z mamą śmiałyśmy że jest nie do podrobienia. Nagle ziemia osunęła mi sie spod nóg spadałam... Kiedy moja głowa dotknęła ziemi już po wydostaniu się z wspomnienia nastał ból. Krzyczałam ból był nie wyobrażalny a wraz z nim przyszły momenty z przeszłości patrzyłam jak mała ja jest tulona w rękach mamy? ale to nie była pani Granger nie to była ta sama nieznajoma która rano zawitała w moje progi. Nagle sytuacja się rozmyła przypomniałam sobie tamtą noc kiedy mnie porwano przyszli zamaskowani ludzie ja obudziłam się jednak oni rzucili zaklęcie wyciszające chłopiec obok też się rozbudził jednak nie na niego ale na mnie zwrócili swoją uwagę. Nagle jeden a raczej jedna z zamaskowanych zdjęła maskę to była Bellatrix Leastrange wzięła mnie na ręce i powiedziała jadowitym głosem:
-Nigdy nam nie prze szkodzisz...
Ból znów to wspomnienie znów się rozmyło teraz stałam przed domem w którym ze zdziwieniem rozpoznałam moje miejsce na świecie czyli mieszkanie w którym mieszkałam z rodzicami(?) po chwili z cichym trzaskiem pojawiły się 4 postacie Bella ze mną na rękach szybko zapukała do drzwi. Po chwili otworzyły się i stanął w nich mój kochany tatuś.
-To ona?-warknął przez całe życie nie słyszałam u niego tak zimnego tonu
To wszystko nie może być prawda...Mój zmysł analityczny się włączył. To moje wspomnienia więc ta dziewczynka to...ja
Ból zniknął! Zamknęłam oczy a gdy je otworzyłam byłam na kanapie w blibiotece. W rogu pomiestrzenia stała kobieta widać że płakała a przytulał ją Blise Zabini! Powoli opuściłam nogi i próbowałam wstać zachwiałam się ale zdołałam utrzymać równowagę.
-Co się do cholery stało?-Spytałam schrypniętym głosem wyżutym z emocji. 
Po tych słowach kobieta spojrzała na mnie i odezwała się:
-Ni...
Nie zdołałam więcej usłyszeć gdyż obraz się zamazał i padłam nieprzytomna na podłogę...


Dedykacja za Beaty która jest moją pierwszą czytelniczką. Dziękuję ci jędzo :*

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 1

,,Kobieta"

Podczas wojny zdażyło się wiele złych rzeczy zbyt wiele...Ale gdzieś w tej gonitwie myśli i uczuć miało miejsce coś dobrego...To niewiarygodne ale prawdziwe Draco Malfoy przeszedł na jasną stronę mocy... Razem z przyjaciółmi i ich rodziną postawił się Czarnemu Panu. Ale to tajemnica więc cicho czytelniku dla innych nadal jest śmierciożercą...
Hermiona Granger po Bitwie o Hogwart zmieniła się...Ba to mało powiedziane z szarej myszki przemieniła się w drapieżną kocice która nie da sobą nikomu pomiatać. Okres po wojnie był ... Na to co nastąpiło nie ma trafnego określenia po prostu na te okropieństwa,łzy,ból i okrócieństwo nie da znaleźć się niczego co w choć minimalnym stopniu je oddawało. Ach dlaczego życie jest takie ciężkie? Nie wiadomo może płacimy za błędy przeszłości a może los po prostu spłatał nam figla i zaraz obudzimy się zlani potem we własnym bezpiecznym domu? Dlatego właśnie Hermiona tak się zmieniła śmierć którą widziała uświadomiła jej jak krótkie jest życie... Nie stała się jednak bezduszną jędzą wręcz przeciwnie pełna współczucia i czułości stała się odważną kobietą która jest gotowa walczyć mimo wszystko. Dziewczyna poprzysięgła sobie nigdy więcej nie dać sobą pomiatać gdyż mimo nieczystej krwi jest czarodziejką jak wszyscy... A tak o to wygląda teraz:
Lekko falowane włosy w kolorze mlecznej czekolady i te cudowne błyszczące oczy. Z tej nudnej kujonki wyrosła piękna młoda kobieta... 

-Czas teraźniejszy-Hermiona-
Przez powieki docierało światło dnia. Obudziłam się z mocnym bólem głowy wczoraj była niezła impreza. Aż uśmiechnęłam się na wspomnienie ostatnie nocy przypomnieli mi się moi mugolscy przyjaciele z którymi wczoraj zabalowałam. Było cudownie lekko podchmielenie opanowaliśmy mój ulubiony klub z muzyką hip-hopową. A trzeba wam wiedzieć że jestem całkiem niezłą tancerką szybko odnajduje się w każdych tonach. 
-Acioo eliksir na kaca
Do moich rąk wystrzeliła mała fiolka z Niebieskim płynem. Szybko połknęłam zawartość krzywiąc się przy tym nieznacznie napój miał cierpki smak ale pomagał od razu mój umysł  stał się przejżysty niczym pusta kartka. W ten jakże przydatny eliksir zaopatrzyłam się na początku wakacji swierdziwszy że(Po pierwszej imprezie z alkoholem) kac to jedna z tych rzeczy których masz ochotą po upiciu się nie pamiętać. Przeciągle ziewnęłam przy okazji zauważając że zasnęłam w ubraniu przez co wyglądałam koszmarnie. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam białą luźną bluzkę oraz dopasowane ciemne jeansy całość dopełniała niebieska koszula w kratkę(Strój Miony tylko bez tych butów i torebki) Szybko weszłam pod prysznic i zmyłam z siebie zapach klubu gdy już stałam w ręczniku rozległ się dzwonek do drzwi.
,,Kogo niesie o tej porze?"-Pomyślałam gdyż spostrzegłam iż jest dopiero 8.12
W tempie expresowym przebrałam się w wybrane rzeczy i zbiegłam na dół. Może to któreś z moich mugolskich przyjaciółek przyszła na plotki ale to do nich niepodobne zwykle przecież wstają o 9-10 rano a już wszczegulności po nie pszespanej nocy. Chyba że to Matt tak to na pewno on!! Przecież obiecał mi wczoraj przywieźć z rana tą torebkę co u niego zostawiłam! Tak to na bank musi być on przecież prace zaczyna o wpół do 9 więc to dogodna pora aby mi ją podrzucić! Z rozpędu otworzyłam drzwi ale za nimi nie stał mój przyjaciel ale...
(I tu powinnam zakończyć no ale mam dobry humor i musicie się jeszcze ze mną pomęczyć)
Jakaś obca wysoka kobieta. Jeśli było by to możliwe moja szczęka znajdowałaby się teraz na podłodze szybko jednak(nadal miałam wiele z tej dobrze poukładanej panny kujonki) szybko powiedziałam:
-Dzień dobry mogę w czymś pomóc?-spytałam uprzejmym tonem
Kobieta na te słowa uśmiechnęła się nie śmiało była ubrana elegancko ale wygodnie w czarne spodnie i Wpuszczoną do nich nich blado niebieską bluzkę ale to nie ubranie ale oczy nieznajomej przyciągały uwagę były w kolorze płynnego złota piękne i tajemnicze jednocześnie okalane długimi rzęsami dawały niesamowity efekt. Piękne Brązowo-Karmelowe włosy były lekko pofalowane. Tak jedno można było powiedzieć z całą pewnością ta kobieta była piękna mimo iż miała koło 40 lat jej uroda nie straciła swej niezwykłości.
-W pewnym sensie-Powiedziała nieznajoma posyłając mi uważne spojrzenie.
-To zapraszam do środka-Odsunęłam się w drzwiach aby kobiet mogła wejść po czym ruszyła za mną do salonu. Pokazałam gestem kanapę a ona usiadła na skraju dopiero teraz zorietowałam się że jest spięta.
-Pewnie zastanawiasz się kim jestem?-Spytała z lekka drżącym głosem
Mnie również udzieliło się jej zdenerwowanie nerwowo kiwnęłam głową
-Nazywam się Ascelia Zabini i jestem twoją matką...-Wyrzuciła na jednym tchu

Już za nami pierwszy rozdział :) Pięknie proszę o komentarze :P

piątek, 22 sierpnia 2014

Prolog


Ciemność ogarnęła świat, ludzie wątpili w siebie nawzajem do czasu... Harry Potter-Chłopiec który przeżył pokonał Lorda Voldemorta. Nareszcie nastał pokój światłość przebiła się przez wszech ogarniający mrok...Tak teraz widać nadzieję która błyszczy niczym słońce. Koniec wojny teraz nastał czas opłakiwania ofiar...Hogwart usłany ciałami poległych musi znów odżyć wolontariusze z całego świata pomagali przy jego odnowie tak że teraz jest gotowy na przyjęcie uczniów...


Jednak czy to koniec emocji i niespodzianek? Czy wreszcie możemy nacieszyć się pokojem? Nie.