,,Wróg?"
Obudziłam się w pięknej dużej sypialni w kolorze lawendy.
(Nie chce mi się opisywać to macie fotkę)
Byłam nią zachwycona gustownie urządzona dokładnie w moim stylu! Już po chwili przypomniałam sobie dlaczego się tu znalazłam, moje usta wykrzywiły się gdyż przypomniałam sobie ból podczas powracających wspomnień. Powoli wystawiłam nogi poza łóżko wyślizgując się spod kołdry. Moja koszulka była lekko ciasnawa i krótka ale nie zwróciłam na to zbytniej uwagi. Ostrożnie wstałam obawiając się kolejnego omdlenia ale nic takiego nie nastąpiło więc rozpoczęłam wędrówkę w kierunku drzwi kiedy zauważyłam lustro po prawej. Postanowiłam się trochę ogarnąć gdyż zawsze po śnie wyglądałam okropnie. Jednak to co tam zobaczyłam było...Trudno to ubrać w słowa niesamowite? Straszne? Nieprawdopodobne? W lustrze byłam JA ale nie JA! Moje włosy ściemniały gubiąc gdzieś kasztanowy odcień zastąpiony ciemnym pięknym brązem. Moje ciało urosło i nabrało ciała mimo iż przedtem byłam atrakcyjna teraz czułam się niczym modelka. Rysy trochę wyostrzyły moją twarz nadając jej arystokratyczny wyraz ale w żadnym razie nie nieczuły czy perfidny po prostu szlachetny. Jednak największa zmiana zaszła w oczach kiedyś w kolorze mlecznej czekolady teraz złote niczym znicz w Quiddiczu.
,,Czy to ma być jakiś żart?!"-pomyślałam z przerażeniem przecież ja tak nie wyglądam! No przyznaje dziewczyna w lustrze wygląda jak bogini którą ja NIE JESTEM!.
Powoli podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę czułam jak mechanizm ustępuje więc odetchnęłam z ulgą gdzieś w moim umyśle całkowicie bezmyślnie zrodziła się myśl że mogli mnie tu zamknąć. Wyszłam do eleganckiego przed siąka słysząc szmer rozmów. Skierowałam moje kroki w tamtym kierunku i kiedy weszłam do kuchni:

Usłyszałam Kawałki rozmowy:
-Mamo...ale to szla...
-Blaise to ona...
-Ni...to nie możliwe.
Nigdy nie lubiłam podsłuchiwać i to nie był wyjątek postanowiłam się ujawnić. Weszłam do kuchni a kiedy Zabini mnie zobaczył upuścił kubek z kawą którą dopiero co nalał i powiedział:
-Kurwa...
-Hmm można wiedzieć co się stało i dlaczego tak wyglądam?-Powiedziałam przybierając maskę obojętności
Kobieta spojrzała na mnie z dziwną iskierką w oczach.
-Mamo powiedz że to jakiś żart?-powiedział chłopak wlepiając we mnie wzrok
-Chyba...Chyba to naprawdę ona.-Wyjąkała
Zabini ruszył się gwałtownie i wyciągnął z barku Ognistą Wesky i nalał sobie do szklani i połknął w całości krzywiąc się nieznacznie.
-Możecie mi to wszystko wytłumaczyć?!-Wykrzyczałam bliska wybuchu
-Posłuchaj Granger dla nikogo nie jest to łatwe więc lepiej się zamknij a najlepiej na pij bo na trzeźwo tego nie przyjmiesz-Powiedział Ślizgon kiwając szklanką.
Pokiwałam lekko głową i usiadłam obok niego nalewając przy okazji napoju do szklanki. Kobieta usiadła przed nami.
-Dzieci żadne z was nie zna Historii która wydarzyła się przed laty a dokładniej 16. Wtedy to krążyła legenda że narodzi się dziecię z oczami złotymi jak znicz które postawi i wygra z Czarnym Panem i właśnie w naszej rodzinie urodziły się bliźniaki chłopiec z oczami niczym czekolada-Tu spojrzała na Bleisa i jej twarz pojaśniała- i...i dziewczynka z złotymi oczami... Żyliśmy szczęśliwie przez pierwszy rok później zaczęli nas gnębić śmierciożercy i musieliśmy aby chronić ciebie wstąpić do nich. Ale Voldemotr popadł w szaleństwo kazał kazał cię zabić ale nikt nie wiedział jak i miałam mieliśmy nadzieję że żyjesz i że im się nie udało...-Tu jej głos się załamał- Ale jesteś...
-Ale jeśli to nie ona tylko jakaś podróba która próbuje się wkupić do rodziny?!-wykrzyknął chłopak
-Blaise!! Uspokój się!- Krzyknęła jego matka-Chcesz dowodu może wygląd to nie wszystko ale to już tak!- I wymówiła a raczej wymamrotała zaklęcie sprawdzające więzy rodzinne o którym to słyszałam tylko raz i to w dziale magii zakazanej. Również Blaise wytrzeszczył oczy. Kobieta przejechała po ręce różdżką tworząc ciętą ranę. Po chwili ja i chłopak cicho krzyknęliśmy gdy na naszym ręku również zaczęło tworzyć się przecięcie. Zabini widząc to...przytulił mnie.
-Przepraszam przepraszam- Wyszeptał do moich włosów
-Tego wszystkiego jest za dużo!!-krzyknęłam ale wtedy kiedy tylko to powiedziałam wszystko było na swoim miejscu Ascelia Zabini jest moją matką Blaise bratem ojcem jest Alexsander Zabini i to jest moja rodzina a Grangerowie oni...oni udawali a naprawdę byli wysłannikami Voldemorta. Opadłam na krzesło na którym jeszcze chwilę temu siedziałam. Z moich oczu pociekły łzy.
-Mamo?-spytałam łamiącym głosem
No tyle w tym rozdziale :P
,,Czy to ma być jakiś żart?!"-pomyślałam z przerażeniem przecież ja tak nie wyglądam! No przyznaje dziewczyna w lustrze wygląda jak bogini którą ja NIE JESTEM!.
Powoli podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę czułam jak mechanizm ustępuje więc odetchnęłam z ulgą gdzieś w moim umyśle całkowicie bezmyślnie zrodziła się myśl że mogli mnie tu zamknąć. Wyszłam do eleganckiego przed siąka słysząc szmer rozmów. Skierowałam moje kroki w tamtym kierunku i kiedy weszłam do kuchni:
Usłyszałam Kawałki rozmowy:
-Mamo...ale to szla...
-Blaise to ona...
-Ni...to nie możliwe.
Nigdy nie lubiłam podsłuchiwać i to nie był wyjątek postanowiłam się ujawnić. Weszłam do kuchni a kiedy Zabini mnie zobaczył upuścił kubek z kawą którą dopiero co nalał i powiedział:
-Kurwa...
-Hmm można wiedzieć co się stało i dlaczego tak wyglądam?-Powiedziałam przybierając maskę obojętności
Kobieta spojrzała na mnie z dziwną iskierką w oczach.
-Mamo powiedz że to jakiś żart?-powiedział chłopak wlepiając we mnie wzrok
-Chyba...Chyba to naprawdę ona.-Wyjąkała
Zabini ruszył się gwałtownie i wyciągnął z barku Ognistą Wesky i nalał sobie do szklani i połknął w całości krzywiąc się nieznacznie.
-Możecie mi to wszystko wytłumaczyć?!-Wykrzyczałam bliska wybuchu
-Posłuchaj Granger dla nikogo nie jest to łatwe więc lepiej się zamknij a najlepiej na pij bo na trzeźwo tego nie przyjmiesz-Powiedział Ślizgon kiwając szklanką.
Pokiwałam lekko głową i usiadłam obok niego nalewając przy okazji napoju do szklanki. Kobieta usiadła przed nami.
-Dzieci żadne z was nie zna Historii która wydarzyła się przed laty a dokładniej 16. Wtedy to krążyła legenda że narodzi się dziecię z oczami złotymi jak znicz które postawi i wygra z Czarnym Panem i właśnie w naszej rodzinie urodziły się bliźniaki chłopiec z oczami niczym czekolada-Tu spojrzała na Bleisa i jej twarz pojaśniała- i...i dziewczynka z złotymi oczami... Żyliśmy szczęśliwie przez pierwszy rok później zaczęli nas gnębić śmierciożercy i musieliśmy aby chronić ciebie wstąpić do nich. Ale Voldemotr popadł w szaleństwo kazał kazał cię zabić ale nikt nie wiedział jak i miałam mieliśmy nadzieję że żyjesz i że im się nie udało...-Tu jej głos się załamał- Ale jesteś...
-Ale jeśli to nie ona tylko jakaś podróba która próbuje się wkupić do rodziny?!-wykrzyknął chłopak
-Blaise!! Uspokój się!- Krzyknęła jego matka-Chcesz dowodu może wygląd to nie wszystko ale to już tak!- I wymówiła a raczej wymamrotała zaklęcie sprawdzające więzy rodzinne o którym to słyszałam tylko raz i to w dziale magii zakazanej. Również Blaise wytrzeszczył oczy. Kobieta przejechała po ręce różdżką tworząc ciętą ranę. Po chwili ja i chłopak cicho krzyknęliśmy gdy na naszym ręku również zaczęło tworzyć się przecięcie. Zabini widząc to...przytulił mnie.
-Przepraszam przepraszam- Wyszeptał do moich włosów
-Tego wszystkiego jest za dużo!!-krzyknęłam ale wtedy kiedy tylko to powiedziałam wszystko było na swoim miejscu Ascelia Zabini jest moją matką Blaise bratem ojcem jest Alexsander Zabini i to jest moja rodzina a Grangerowie oni...oni udawali a naprawdę byli wysłannikami Voldemorta. Opadłam na krzesło na którym jeszcze chwilę temu siedziałam. Z moich oczu pociekły łzy.
-Mamo?-spytałam łamiącym głosem
No tyle w tym rozdziale :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz