sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 5

,,"

,,Szłam ciemnym korytarzem z strachem spoglądając to w prawo to w lewo. Przerażenie ścisnęło mój żołądek w ciasny supeł nie wiedziałam co się dzieje nagle za progu wyskoczył mały rozkoszny chłopczyk. Był cały zapłakany...
-Ćsiii co się dzieje mały?-Spytałam spokojnym głosem aby go uspokoić choć sama byłam nie mniej przerażona
Jednak on wybuchł głośnym płaczem.
-Ej spokojnie...-Wtedy to dostrzegłam jego krwawiącą rękę. Szybko zmniejszyłam odległość między nami jednak on zamiast dać oglądnąć mi ranę zaczął uciekać myśląc iż chciałabym go skrzywdzić.
Podążyłam za nim raz w prawo raz w lewo poprzez co raz bardziej obskurne korytarze. W końcu otworzył z trudem wielkie dębowe drzwi i znaleźliśmy się w lochu. Zamarłam przerażona jednak mały dalej parł na przód. Zewsząd dochodziły mnie jęki skazańców na ścianie po prawej dostrzegłam zaschłą już krew. Poczułam odór rozkładających się ciał mimowolnie żółć wezbrała się w moim gardle, postanowiłam jednak ignorować uczucia które mną targały i zamiast tego dalej podążać za chłopczykiem 
-Zaczekaj!-Krzyknęłam głosem nie głośniejszym niż szept.
Jednak dziecko usłyszało to i obróciło się w moją stronę. Widziałam w jego spojrzeniu tyle bólu i strachu że aż przeszył mnie zimny dreszcz. Stałam w miejscu niczym sparaliżowana mimo tego że chłopak już zdążył skręcić w boczny korytarz. Z szoku otrząsnęłam się dopiero gdy usłyszałam pełen kpiny głos..."
Ze snu wyrwała lodowata woda która została wylana na moją twarz. Szybko zerwałam się do pozycji siedzącej. Nie świadomie sięgnęłam na półkę gdzie była moja różdżka. Jednak moje poczynania przerwał głośny śmiech osoby stojącej nade mną którą poprzez amok który został wywołany nagłym wyrwaniem ze snu nie zauważyłam. Był nim sam Diabeł...
-I co jak się spało Mionka?-Spytał uśmiechając się w sposób którego sam Szatan mógł mu po zazdrościć.
-Mionka?-Spytałam zdezoriętowana
-No bo wiesz Hermiona to takie dłuuugie imię...
-Hahahaha no wiesz Diabełku? Wybaczę ci to...
-Wiesz co czy ty aby na pewno nie jesteś Ślizgonką?-Spytał z tak poważnym wyrazem twarzy że mimowolnie się roześmiałam.
-A teraz wypad z mojego pokoju!!-Wykrzyczałam ciągnąc go w kierunku drzwi przy czym ciągle byłam rozbawiona sytuacją sprzed sekundy.
-Ej noo!-Blaise przybrał wyraz naburmuszonego dziecka jednak posłusznie dał wyprowadzić się na korytarz.
Kiedy tylko zniknął za drzwiami udałam się do garderoby wybierając(Strój sportowy) gdyż nie wiedziałam co mnie dzisiaj czeka. Szybko udałam się pod prysznic i już po 10 minutach byłam gotowa jeszcze lekki makijaż i efekt powalający...
Powoli zeszłam na dół gdzie by śniadaniu siedział Diabeł i mama. Uśmiechnęłam się do nich promiennie co oni odwzajemnili..
-Hermiono kiedy powiesz przyjaciołom o...zaistniałej sytuacji?-Spytała matka
Nagle pobladłam wyobrażając sobie ich reakcje. Kobieta widząc moją reakcje szybko dopowiedziała:
-Może najpierw sama poukładasz sobie w głowie wszystkie te wydarzenia a dopiero jak będziesz gotowa powiesz im?
Pokiwałam głową jest to rozsądne teraz sama nie wiem co o tym sądzić wszystkim...Za dużo tego...
W głowie Bleisa powstał w tym czasie iście diabelski plan.
-Mamo?-Spytał przymilnie na pierwszy rzut oka widać było iż czegoś chce
-Co tym razem?
-No bo wiesz nic nie robi tak dobrze na samopoczucie jak wyjazd na morze...-Cały swój wywód powiedział tak marzycielskim tonem jak Luna-My byśmy się lepiej poznali a dodatkowo opalili...Można by też zaprosić Węża i Allys. To na pewno dobrze wszystkim zrobi!!
Ja popatrzyłam się na niego jak na idiotę o kim on do cholery mówi?! Jakie morze?! Matka popatrzyła na syna uwarzenie mimo iż chciał po prostu wyjechać do Australii ale mimo to wpadł na...genialny pomysł..Z całą pewnością próba przyjaźni między Willem i Allys a Hermioną była pod znakiem zapytania głównie dlatego iż noszą oni nazwisko...Lestrange. Tak ich matką była słynna śmierciożerczyni Bellatrix która torturowała wielu mugolaków w tym dotychczasową pannę Granger.(Na moim blogu wycięta przez Bellatrix napis ,,szlama" na ręce dziewczyny znikła po jej śmierci)
-Dobrze...-Od powiedziała mama
-Co?!
-Dzięki mamuś!-Wykrzyknął Diabeł szczerząc się do mnie
-Ale jak...?-Spytałam
-No po prostu siostrzyczko jedziemy do Australii!
Mama podczas naszej wymiany zdań poszła do gabinetu i wyciągnęła srebrny kluczyk do letniego domu. Rzuciła go w stronę Bleisa a on zręcznie go złapał.
-To kiedy jedziecie?
-Może tak jutro?-Spytał chłopak
-Hmmm no dobrze.
-Ejejej czy ja tu nie mam nic do powiedzenia?!-Wzburzyłam się
-Jak to to ty nie wiesz?-Spytał Diabeł z lekkim uśmiechem
-No ale czego??-Byłam zdezorientowana.
-Ze mną się nie dyskutuje-Na twarz Bleisa powrócił szatański uśmieszek
Na te słowa tylko prychnęłam głośno. W końcu wyjazd nad morze to nie tortury...
-No już już...-mruknęłam pod nosem
Diabeł uśmiechnął się triumfalnie.
-Śniadanka?
...
Reszta dnia minęła mi na pakowaniu ubrań i rozmowach z rodzicami oraz bratem.


Mała notka ale zaraz kolejna : D Acha Hermiona zapomniał wszystkiego co jej się śniło :) Z dedykacją dla ukochanego komputerka Martyny który wcale się nie zacina!!! Mam nadzieję że zrozumiesz Marti....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz